Moje najnowsze zdobycze z odwiedzin w szrocie...
-papeteria w niezwykłym opakowaniu;
gdyby doprawić nogi byłby miniaturowy sekretarzyk...
Kolejna zdobycz to dwanaście sztuk pudełeczek świątecznych, z zawieszkami.
Można w nie powkładać maleńkie prezenciki i pozawieszać na choince ;)
I kolejna zdobycz, to drewniane rękawiczusie zimowe.
Są ze sobą połączone sznureczkiem z koralikami,
a naklejone na maleńkich klamereczkach.
To już zakup ze zwykłego sklepu, tzw. funciaka ;)
Mam już pomysł na nie ;)
-poodczepiam ze sznureczka i wykorzystam do kalendarza adwentowego ;)
Tu, w Grantham jest mnóstwo tzw szrotów.
Działają one wszystkie na zasadzie charytatywnym;
to, co komu już niepotrzebne, oddaje do takiego sklepu,
a dochód ze sprzedaży przeznacza się na utrzymanie domów dziecka,
domów starców, a głównie hospicjów...
Nie to co u nas w kraju, gdzie właściciele nabijają swoje kieszenie "towarem" wątpliwej jakości, bowiem nawet nie omieszkają przebrać tych worów, nie mówiąc o praniu, czy prasowaniu.
W większości takich sklepów panuje niebotyczny smród...
Omijam je szerokim łukiem i choć jest ich w mieście niezliczona ilość,
ja odwiedzam tylko parę ulubionych, w kórych panuje porządek szeroko rozumiany...
Ps. A jutro oprowadzę Was wokół znanego już Wam
a już dziś zapraszam do odwiedzenia stronki...
Jadwiga
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Za wszelkie komentarze serdecznie dziękuję- szczególnie za te z cennymi uwagami... :) Dziękuję za Waszą obecność, za życzliwość i przyjaźń, która się rodzi z małych gestów- każdy bowiem z Was jest dla mnie wyjątkowy i cenny, który "kładzie" ślad na to, co robię, a co za tym idzie- na moją historię... :) Rozgość się zatem, miły gościu na moim blogu i zostań tu na dłużej :)