Kiedy tylko mam okazję, to je zasuszam. Chodzi o przepiękne i długowieczne róże Marie Claire. Po wysuszeniu nie zmieniają koloru- wyglądają jakby robione z bibułki. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie przypadek; zasuszałam kolejne róże, a szkiełko, w którym je trzymam, postawiłam nieświadomie na jednym z papierów Ani z kolekcji "Sercem Malowane"...
Sami zobaczcie, co się stało- wkomponowały się we wzór kwiatowy papierów ;)
Och, gdyby nie były takie kruche, można by ich użyć do swoich prac :p ;)
I na koniec jeszcze dwa zdjęcia... Anioł wśród aniołów :)))
...nad biurkiem, by miał baczenie na mnie ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Za wszelkie komentarze serdecznie dziękuję- szczególnie za te z cennymi uwagami... :) Dziękuję za Waszą obecność, za życzliwość i przyjaźń, która się rodzi z małych gestów- każdy bowiem z Was jest dla mnie wyjątkowy i cenny, który "kładzie" ślad na to, co robię, a co za tym idzie- na moją historię... :) Rozgość się zatem, miły gościu na moim blogu i zostań tu na dłużej :)